Wykopki po 4. kolejce

Wykopki po 4. kolejce

Przejrzeliśmy nasze zapiski, konferencje, materiały i po raz kolejny wyciągnęliśmy kilka ligowych smaczków, które naszym zdaniem warto pokazać. Druga liga jest bowiem ciekawa nie tylko na boisku, ale też i poza nim.

Błękitni Stargard – GKS Katowice 1:3 (1:2)

Katowiczan na boisku w Stargardzie przywitał zając. Z dobrych omenów i atrybutów szczęścia znamy tylko króliczą łapkę. Tu było ich 4 (ale zajęczych) i tyle też goli obejrzeli widzowie w Stargardzie. Najpierw zająca w polu karnym złapali goście, potem gospodarze. Dwa karne i remis. A tuz przed przerwą na prowadzenie GKS wyprowadził Arkadiusz Jędrych. Trener Adam Topolski przewidywał zagrożenie po stałych fragmentach gry i ćwiczył obronę jeszcze dzień wcześniej. Niestety z jego wizji nie skorzystali zawodnicy. Wynik ustalił Mateusz Kompanicki, który schodząc z przedmeczowej rozgrzewki obwieścił, że coś chyba dziś ukłuje. Temat przewidywań, wróżb i znaków zakończył na konferencji Rafał Górak: – W trudzie będziemy wykonywać kroki do przodu i te mecze będą w naszym wykonaniu lepsze.

Skra Częstochowa – Górnik Polkowice 1:0 (0:0)

To było pierwsze zwycięstwo i pierwsze punkty Skry w tym sezonie. Można było odnieść wrażenie, że i w tym meczu nie brak pecha gospodarzom. Najpierw obok słupka uderzył Dawid Wolny. Potem Wolny doznał kontuzji, a w jego miejsce wszedł jego imiennik – Niedojad. Na domiar złego, w drugiej części karnego zmarnował Piotr Nocoń. Wreszcie, w 89. minucie, los uśmiechnął się do Skry i zmiennik Niedojad zdobył jedynego gola w tym spotkaniu. – Dobra, pracujemy dalej – nie załamywał rąk szkoleniowiec gości – za samą dobrą grę nikt punktów nie przyznaje – zakończył Enkeleid Dobi.

Gryf Wejherowo – Resovia 0:3 (0:1)

Resovia dosyć poważnie podchodzi do poszczególnych rywali i na mecz z Gryfem wyruszyła już we czwartek. Mimo to, początek należał do gospodarzy, którzy prowadzenie mogli objąć już w 10. minucie. Potem strzelali już tylko goście. Kilka razy, zwłaszcza przy stałych fragmentach nie popisała się defensywa gospodarzy. Trudno się więc dziwić krytyce trenera Kowalskiego: – Jeżeli przy indywidualnym kryciu zawodnik strzela do pustej bramki to znaczy, ze któryś zawodnik zlekceważył swoje obowiązki. Przy rzucie wolnym sześciu naszych zawodników odwraca się tyłem do piłki i przeciwna drużyna strzela do pustej bramki. Na moje oko tej drużynie brakuje lidera – zdiagnozował sytuację.

Pogoń Siedlce – Znicz Pruszków 0:1 (0:1)

Sporo było emocji w tym meczu, ale równie smakowicie było na pomeczowej konferencji. Dwóch trenerów i dwie odmienne oceny. Andrzej Prawda: – Takie mecze podbudowują miłość i sympatie do tej dyscypliny. Wydaje mi się, że w przekroju całego meczu, być może zasłużyliśmy na zwycięstwo. Następnie wymienił kilka sytuacji swojej drużyny. – Mamy demokrację i pozwolę sobie nie zgodzić się z trenerem gości – kontrował Kamil Socha. – Uważam, że wygrał zespół zdecydowanie słabszy. Nie zasłużyliśmy na porażkę. Następnie zdeprecjonował wymienione sytuacje przez trenera gości. Jaka jest więc recepta na prawidłową, obiektywną ocenę? Tu przychodzi nam również z pomocą trener Pogoni: – Jeśli ktoś ma wątpliwości to zachęcam do obejrzenia materiału video z tego meczu, ale tego prawdziwego. Nie tylko wycinki, pokazywane 2,3 akcje zniekształcające obraz meczu.

Stal Rzezów – Lech Poznań 2:0 (1:0)

Zawodnicy gości dosyć gładko przegrali przy Hetmańskiej. Tak jak przewidzieliśmy przed sezonem trener Ulatowski to w zasadzie selekcjoner, który przed każdym meczem musi lepić skład. Czy to trudne zadanie? – Mhm – potwierdził podczas pomeczowej konferencji. – Ale satysfakcje daje debiut któregoś z tych chłopaków w pierwszym składzie. Jesteśmy z trenerem Żurawiem jak wspólny organizm i dobrze to działa. Musimy pewne decyzje na boisku rozumieć. Patrząc na wiek to chyba najmłodsza drużyna występująca na stopniu centralnym – wyjaśnia szkoleniowiec rezerw Lecha.

Legionovia Legionowo – Garbarnia Kraków 0:2 (0:1)

Takich spotkań nie lubimy. Dlaczego? Bo mówi się głównie o tym co robił sędzia, a nie zawodnicy. To nie Ekstraklasa i ciężko jest oceniać czy decyzje arbitra były słuszne, ale z pewnością sprowadził do bardzo nerwowej atmosfery na boisku. Zaczęło się od nieuznanej bramki dla gospodarzy. Potem w dyskusje wdał się trener Sasal i jeszcze przed przerwą powędrował na trybuny. W drugiej części dwie stykowe sytuacje w polu karnym Garbarni sprawiły, że Luka Jankovic niezbyt kulturalnie domagał się rzutu karnego i po chwili dołączył do swojego szkoleniowca. Na koniec dobitka karnego w wykonaniu Michała Fleksa najpierw została nieuznana, lecz po konsultacjach z liniowymi gola uznano. Mamy wrażenie że ktoś tu stracił kontrolę.

Bytovia Bytów – Stal Stalowa Wola 4:1 (3:0)

Nieciekawą minę miał po spotkaniu trener gości: – Te nasze mecze mają podobny przebieg. Chcemy grać w piłkę a potem tracimy bramki. I to nie jedną tylko kilka. A one ustawiają mecz. Z Bytovią w zasadzie do przerwy było po meczu – ocenił. Kolejne spotkanie już w środę i zdaje się, że do tego czasu będzie w Stalowej Woli dość gorąco: – Nasz klub czekają sądne dni i przed nami ciężkie rozmowy, atmosfera gęstnieje – zdradził Paweł Wtorek. Coś nam się wydaje, że mecz ze Stargardem, a potem z Olimpią może być meczami o posadę trenerów. A to dopiero 4. kolejka.

Olimpia Elbląg – Widzew Łódź 1:1 (0:1)

O tym meczu napisano chyba wszystko. Faworyt prowadzi, gra w przewadze jednego zawodnika i nagle łup. W 89. minucie traci bramkę, trzy punkty i przede wszystkim zaufanie kibiców. – Nie ma usprawiedliwienia na to jak końcówkę drugiej połowy mój zespół rozegrał. Myślę, że kilka mocnych słów jest potrzebnych – mówił po spotkaniu trener Kaczmarek. Szkoleniowiec gospodarzy miał zgoła odmienny nastrój: – Drużyna pokazała charakter i determinacje. Szacun dla moich zawodników za ten mecz. Nawet czerwona kartka nie sprawiła, że przestaliśmy wierzyć w remis. Adam Nocoń pokusił się także o ocenę kary indywidualnej dla Michała Kuczałka: – Dla mnie to jest niezrozumiałe. Muszę zobaczyć jak jest w przepisach, czy jeżeli pojawia się krew to czerwona z automatu. Jeżeli tak nie ma to moim zdaniem faul nie był na czerwoną kartkę – zakończył dyplomatycznie trener Olimpii.

Górnik Łęczna – Elana Toruń 1:3 (1:2)

Goście świetnie zareagowali po dwóch porażkach i wracają do grodu Kopernika z kompletem punktów. W Łęcznej, po dobrym początku i dobrej grze zwłaszcza w defensywie pozostaje powoli wspomnienie. 5 punktów na 12 możliwych, to nie to czego oczekiwano. – Nie ma co się na siłę uszczęśliwiać i mówić, że jest dobrze jak jest źle. Porażka, zagraliśmy słabe zawody. Niewiele byliśmy w stanie zdziałać przy prowadzącej 3:1 Elanie. Być może ja też źle przygotowałem drużynę w ciągu tygodnia – zastanawiał się Kamil Kiereś. – Tuż przed strzeloną bramką przygotowana była już zmiana za Lewandowskiego, bo grał bardzo słabo. Ale też wszyscy graliśmy słabo. Może nie zagrało na wszelkich płaszczyznach – ocenił dobitnie szkoleniowiec gospodarzy.

Fot: Bytovia Bytów, www. bytoviabytow.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *