Wykopki po 9. kolejce

Wykopki po 9. kolejce

9. kolejka przyniosła aż 28 bramek i zrzuciła z ligowej karuzeli kolejnego trenera. Dowiedzieliśmy się też, z jakich części ciała zawodnik może dać dodatkowe 50% oraz kto cierpliwie uczy się cierpliwości.

Elana Toruń – Lech II Poznań 2:4 (1:2)

Co jakiś czas zdarza się w każdej lidze jakiś szalony mecz. Tym razem padło na naszą ukochaną drugą ligę i spotkanie Elana Toruń – Lech II Poznań. O ile po gościach można się było spodziewać młodzieńczej fantazji, o tyle gospodarze pokazali choćby w meczu z Garbarnią solidne przygotowanie taktyczne. Kibice w Toruniu obejrzeli aż 6 bramek i trzy rzuty karne, niestety zaledwie jeden podyktowany dla ich ulubieńców. Lechici tego dnia mieli chyba więcej szczęścia, jak choćby przy ostatnim karnym. Strzał Eryka Kryga obronił Michał Nowak, dobitkę Pawła Tupaja zatrzymał przy linii bramkowej jeden z defensorów, a potem do siatki wepchnął ją Kryg. Tym samym goście odnieśli drugie wyjazdowe zwycięstwo. Podopieczni trenera Jakubowskiego niebezpiecznie osunęli się w ligowej tabeli, a i stołek samego szkoleniowca robi się coraz cieplejszy.

Stal Rzeszów – Stal Stalowa Wola 2:1 (1:0)

Spotkanie mógł już zamknąć tuz po przerwie Piotr Głowacki, który miał meczową piłkę na głowie. Mógł, ale tego nie zrobił, czym wlał nadzieje w serca zawodników ze Stalowej Woli. Tego paliwa starczyło zaledwie na kontaktową bramkę, ale zostało też trochę dla Szymona Szydełko, który widzi poprawę w grze swojego zespołu. Trudno się z nim nie zgodzić i pamiętać należy, że ekipa ze Stalowej Woli wszystkie mecze rozegrała w zasadzie na wyjeździe. Przy Hetmańskiej cieszą się głównie z kompletu punktów, bo w meczach z Widzewem i GKS Stal zdobyła zaledwie oczko. A ambicje obecnej ekipy lidera sięgają znacznie wyżej.

Resovia – Skra Częstochowa 2:0 (1:0)

Gdy na stadionie miejskim w Rzeszowie zawodnicy dwóch Stali wychodzili na drugą połowę, to nieopodal Resovia rozpoczynała swój mecz ze Skrą. Ciekawy to pomysł, ale przyznamy, że nie do końca go rozumiemy. Tak czy owak gospodarze dosyć gładko pokonali Skrę, będąc zespołem dojrzalszym. – To zwycięstwo dedykuję ludziom, którzy po dwóch przegranych, ale nie słabych meczach, zwątpi w nas – mówił po spotkaniu Szymon Grabowski. Wydaje się, że kluczem do sukcesu było pilnowanie się przed otrzymywaniem głupich kartek, zwłaszcza tych koloru czerwonego. Pomóc mają w tym klubowe kary dla upomnianych. Efekty były już w meczu ze Skrą – zaledwie jedna żółta kartka.

GKS Katowice – Legionovia Legionowo 3:1 (0:0)

Przegraliśmy mecz w ostatnich trzech minutach. Nie wiem co wstąpiło w moich zawodników, że taktyka poszła na bok. Wszystkie bramki to były prezenty, a do świąt jeszcze daleko – irytował się po spotkaniu trener gości. – Życie uczy, żeby cierpliwie uczyć się cierpliwości. I tak to jest z nami – to zdanie szkoleniowca GKS. Tej cierpliwości brakło wreszcie w Legionowie i z ekipą beniaminka pożegnał się w poniedziałek Marcin Sasal. Z jednej strony trudno się dziwić bo na dziewięć spotkań jego zawodnicy przegrali aż osiem. Z drugiej zaś wspomnieć trzeba o ograniczonym materiale ludzkim i przyzwoitym stylu jaki prezentował beniaminek. Czy nowa miotła wymiecie Legionovię ze strefy spadkowej?

Bytovia Bytów – Błękitni Stargard 1:0 (0:0)

W pierwszej połowie mecz był na śpiąco w naszym wykonaniu, choć Bytovia też nie grała najlepiej. W drugiej był już odpowiedni poziom i mogliśmy zdobyć bramkę – tak ocenił spotkanie Adam Topolski. – Tak to bywa w sporcie, że ostatnia minuta decyduje o tym, kto wygrywa – dodał na koniec trener gości. Dobrze wiedza o tym w Bytowie, gdyż właśnie w końcowych fragmentach ich zespół stracił trzy punkty w Wejherowie i uratował jeden w meczu z Resovią. Obaj szkoleniowcy pierwszą część porównali do partii szachów – Mieliśmy w przerwie pretensję do zawodników, że byli za mało agresywni. W drugiej połowie już było lepiej – zdradził Adrian Stawski. Diametralnie inaczej oceniał to bramkarz gospodarzy Paweł KapsaPierwsza połówka bardzo dobra, w drugiej może było słabiej. Jak widać i w piłce punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Górnik Polkowice – Pogoń Siedlce 1:1 (1:1)

Po meczu nikt nie cieszył się z podziału punktów. – Przyjechaliśmy wygrać, ale jak się nie da wygrać to trzeba nie przegrać – podszedł rzeczowo do oceny trener Kamil Socha. Jego zespół wyrównał po karnym, który podyktowany został w mocno dyskusyjnych okolicznościach – Nie podejmuje się oceny słuszności rzutu karnego. Wcześniej parokrotnie nam nie gwizdnięto rzutów karnych, które wydawało się, że powinny być. – Karnego – tu Enkeleid Dobi rękami zasugerował, że nazwę należy wziąć w cudzysłów – nie będę komentował. Sędziowie to też ludzie, ale jeśli decyzję wpływają na mecz… – trener gospodarzy zawiesił głos. – Gra jest, brakuje tylko bramek i punktów. Jak to zrobić? Każdy musi dać jeszcze 50% z wątroby, z nerki … – i tu szkoleniowiec Górnika wymienił tą część ciała gdzie kończą się plecy. Przygotowania do kolejnego meczu będą z pewnością przebiegać ciekawie…

Widzew Łódź – Garbarnia Kraków 1:1 (0:0)

Wydawało się, że koszmary Widzewa powoli opuszczają ekipę z Alei Piłsudskiego. Tyle, że do Łodzi w 9. kolejce przyjechała jedna z najlepszych defensyw w lidze. Po spotkaniu z Elaną zapytaliśmy Łukasza Surmę, czy to już jest jego zespół. Trener Garbarni mówił, że jeszcze szuka optymalnego zestawienia. Dla nas jednak jedno jest pewne. Jego zawodnicy prezentują to, co cechowało ich szkoleniowca na boisku: nieustępliwość i niesamowita wola walki. Brązowi nie pękli na wypełnionym po brzegi stadionie. Nie przestali także wierzyć nawet wtedy, gdy Marcin Robak wykorzystał rzut karny. W nagrodę wywieźli z gorącego terenu remis, który z pewnością jeszcze bardziej skonsoliduje zespół.

Znicz Pruszków – Górnik Łęczna 1:2 (1:1)

Jak wiadomo prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym nie jak zaczyna, ale jak kończy. Jeśli zastosować to powiedzenie do ekipy Górnika, to mamy do czynienia z prawdziwą zgrają samców alfa. Z GKS Katowice dowieźli trzy punkty, prowadząc od 3. minuty. W meczu ze Stalą Stalowa Wola przegrywali 0:1 by ostatecznie wygrać 3:1. Resovia na 5 minut przed końcem prowadziła z Górnikiem 1:0, a ostatecznie wróciła do domu bez punktów. W Pruszkowie zaś zawodnicy Kamila Kieresia najpierw doprowadzili do remisu, a potem wykorzystali błąd defensywy i przywieźli do Łęcznej trzy punkty oraz fotel wicelidera. Całkiem nieźle jak na zespół, który po 5 kolejkach miał zaledwie 6 oczek.

Gryf Wejherowo – Olimpia Elbląg 1:4 (1:1)

Fatalnie zaczęły się te rozgrywki dla zawodników ze Wzgórza Wolności. Obiecujące spotkanie z Widzewem i przyzwoity mecz pucharowy z Siarką oraz remis w Boguchwale wydawały się sygnałami, że idzie ku dobremu. Od tego czasu udało się ugrać zaledwie remis i to w wiece szczęśliwych okolicznościach podczas derbowego pojedynku z Bytovią. Trener Łukasz Kowalski szuka w szatni ludzi, którzy wzięli by odpowiedzialność za grę zespołu. Takich jednak na razie nie widać. Widać za to doskonale ligową czerwoną latarnie trzymaną przez Gryfa. Co do gości, to po przegranej ze Zniczem jechali na stadion, na którym wygrali wszystkie potyczki od momentu powrotu do II ligi. Mimo słabszego początku, tradycji stało się zadość. Tradycji, którą w Wejherowie wcale nie chcą podtrzymywać.

Fot: Stal Rzeszów

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *