Wykopki po 11. kolejce

Last modified date

Garbarnia-Stal Stalowa wola 290919

Niezliczona ilość niewykorzystanych rzutów karnych. Czerwone kartki, które zamiast pomagać przeciwnikom, to przeszkadzały. Na koniec czterech liderów tabeli. Ot druga liga w pełnej krasie.

Resovia – Legionovia Legionowo 3:0 (1:0)

Po meczu ze Stalą i Hutnikiem ciężko się było skupić na sobotnim pojedynku, co przyznał po spotkaniu Szymon GrabowskiKibice, którzy byli dziś na stadionie nie rozmawiali za dużo o Legionovii. Rozmawiali o Derbach, o meczu pucharowym i wylosowaniu Lecha Poznań. Przyjęli, że wygramy tu sobie lekko, łatwo i przyjemnie. Dlatego bardzo ważne było podejście do tego spotkania. Do samej końcówki widać było jak trudne było to spotkanie dla gospodarzy, zwłaszcza w sferze mentalnej. Wreszcie tuz przed końcem rozerwał się worek z bramkami. Kolejna, 10 przegrana gości sprawiła, że spadli na ligowe dno i aż żal było patrzeć na ambitnych, acz przybitych graczy z Legionowa.

Garbarnia Kraków – Stal Stalowa Wola 1:3 (2:0)

– Ktoś kiedyś powiedział, że nie zawsze jest niedziela i jak widać, można seryjnie wygrywać, ale i przegrywać – powiedział po spotkaniu Marek Masiuda. I rzeczywiście Garbarnia grała ostatnio dwa razy u siebie w sobotę i raz w tygodniu. Wszystkie te spotkania przegrała. Co na to trener Surma? – Na pewno coś jest nie tak w naszych poczynaniach na boisku. Musimy przeanalizować ten trójmecz, bo wcześniej nie traciliśmy bramek, a teraz straciliśmy chyba osiem. Dokładnie w odwrotnej sytuacji byli przyjezdni, z których szatni słychać było chóralne śpiewy „bo to miłość”.

Gryf Wejherowo – Skra Częstochowa 2:1 (1:1)

Biednemu wiatr w oczy. Nie dość, że Gryf znajdował się na ostatnim miejscu w tabeli, to jeszcze mecz musiał rozgrywać przy pustych trybunach. To pokłosie wydarzeń w meczu z Lechią Gdańsk. Tymczasem okazało się, że im gorzej, tym lepiej. Gospodarze bowiem wygrywali już po kwadransie, mimo iż początkowo nie mieli za dużo do powiedzenia. Goście odpowiedzieli po rzucie karnym, ale pierwsze ligowe zwycięstwo Gryfa przypieczętował bohater meczu Mateusz Majewski. Do bezpiecznego miejsca w tabeli jednak jeszcze daleka droga.

GKS Katowice – Lech II Poznań 2:0 (0:0)

Wiele zmartwień miał przed tym meczem Rafał Ulatowski. Wypadł mu za kartki Grzegorz Wojtkowiak, nie mógł liczyć na zawodników z pierwszego zespołu, a do tego jechał na teren rozpędzonego GKS-u. Tymczasem jego młodzi zawodnicy dzielnie poczynali sobie przy Bukowej, nie dając się faworytowi. Co ciekawe postawa gości załamała się po czerwonej kartce. Tyle że dla gospodarzy. – Czerwona kartka trochę pokrzyżowała nam plany. Bo z meczu, który wydawało się, że był pod kontrolą uwierzyliśmy, że możemy ograć GieKSę. A brutalnie sprowadził nas na Ziemie Arek Woźniak i Marcin Urynowicz – tak podsumował kluczowy moment spotkania szkoleniowiec gości. Dziwne, ale to jest właśnie druga liga.

Widzew Łódź – Górnik Polkowice 1:0 (0:0)

Kolejne spotkanie przebiegające nieco w cieniu zmagań pucharowych. Do Łodzi przyjechała jednak ekipa, będąca ostatnio na fali. Nie można się było więc dziwić słowom szkoleniowca gości – Szczerze mówiąc, przyjechaliśmy tutaj wygrać. Przy całym szacunku do Widzewa. Polkowiczanie rozegrali bardzo dobre zawody, byli jednak słabsi o jedną bramkę. – Troszeczkę mamy niedosyt. Nie lubię narzekać na sędziów. Za cały mecz należą się gospodarzom gratulacje, ale wolałbym, żeby Widzew nam strzelił z akcji piłkarskiej, a nie przez błąd sędziego. Czy był to błąd, czy nie nie nam osądzać, natomiast uderzenie Daniela Mąki było przedniej marki, a jak wyliczył portal klubowy Widzewa, futbolówka osiągnęła prędkość 100km/h.

Elana Toruń – Pogoń Siedlce 2:1 (1:1)

Trener Kamil Socha miał przed meczem ból głowy. Pozytywny. Zawodnicy mniej dotąd wykorzystywani na drugoligowych boiskach całkiem zgrabnie poczynali sobie z Podbeskidziem i awansowali do kolejnej rundy Pucharu Polski. Po meczu zaś miał ból głowy, tylko negatywny. Jego podopieczni sprokurowali w meczu z Elaną dwa ruty karne, a sami nie mieli szczęścia pod bramka przeciwnika. Szczęście uśmiechało się za to do Ariela Jakubowskiego. Mariusz Kryszak nie wykorzystał rzutu karnego w 25. minucie, ale zrehabilitował się w podobnej sytuacji trzy minuty później.Tym samym trener Torunianchyba może odetchnąć nieco głębiej. Czy na dłużej?

Znicz Pruszków – Stal Rzeszów 2:2 (1:1)

Stal zdominowała nas totalnie – mówił po meczu trener Andrzej Prawda. Tylko, że mecz kończy się remisem. Tomasz Flakowski ze Stali Rzeszów na Twitterze napisał, że goście cały czas cisnęli, a wszystkie cztery bramki takie drugoligowe. Trudno się z tym wszystkim nie zgodzić, bo ten mecz pełen był paradoksów. W 64. minucie za drugą czerwoną kartkę zszedł Adrian Rybak. Trzy minuty później gola zdobywa osłabiony Znicz. Dwie minuty przed końcem do szatni z czerwienią wędruje Sławomir Szeliga i co? Oczywiście wyrównująca bramka dla Stali. Remis daje Stali fotel lidera. Ale taki nie na wyłączność.

Błękitni Stargard – Olimpia Elbląg 2:1 (1:0)

Jak się wygrywa z Wisłą Kraków, to można z optymizmem patrzeć na mecz z Olimpią Elbląg. Optymizm mógł ulecieć jednak po 10 minutach, gdy do rzutu karnego podszedł Cezary Demianiuk. Szczęście było jednak przy gospodarzach, a Mariusz Rzepecki był na posterunku. Potem sędziowie uznali, że piłka po strzale Filipa Karmańskiego przekroczyła całym obwodem linię bramkową. Na koniec szczęściu Błękitnych pomógł ponownie Demianiuk i w 45. minucie obejrzał drugą żółtą kartkę. Tuz przed końcem swoim byłym kolegom przypomniał sobie Piotr Kurbiel. Mimo że kontaktowego gola zdobył Tomasz Lewandowski to podopieczni Adama Noconia wrócili do domu bez punktów. Po raz pierwszy w tym sezonie.

Bytovia Bytów – Górnik Łęczna 2:1 (2:1)

Zakończyła się piękna seria Górnika Łęczna – pięciu kolejnych zwycięstw. Sytuacja dla gości była o tyle trudna, że na boisko nie mógł wybiec pauzujący za czerwoną kartkę najlepszy strzelec zespołu Paweł Wojciechowski. Wybiegli za to inni, ale w pierwszej połowie nie wyglądali jak gracze lidera. – Mówiąc po trenersku, nie dojechaliśmy w pierwszej połowie na to spotkanie – ocenił po meczu Kamil Kiereś. W drugiej działo się więcej. Był niewykorzystany karny dla gospodarzy, była czerwona kartka dla gości i była doskonała szansa dla Bytovii. – Mieliśmy dobrą sytuację na 3:1. Chyba czterech zawodników przeleciało obok piłki, a wystarczyło ja wepchnąć do siatki brzuchem czy czymkolwiek – kręcił głową Adrian Stawski. Nikt już jednak nic nie wepchnął i Górnicy wracali do domu na tarczy.

Share