Sześć zimowych strzałów transferowych

Nic tak zimą nie rozgrzewa kibiców jak ruch na rynku transferowym. Jedne kluby dbają, aby utrzymać skład, inne aby znacząco go wzmocnić w walce o awans lub utrzymanie. A my szukamy zawodników, którzy wnoszą coś ciekawego na drugoligowe boiska.

Z wszystkich nazwisk przewijających się wśród kategorii przyszli/odeszli staraliśmy się wyłuskać kilka takich, dla których warto będzie przyjść na mecz. Znaleźliśmy dwóch Mistrzów Polski (w tym jeden z zagranicy), zawodnika, który w grudniu biegał po boiskach Ekstraklasy, dwa znaczące drugoligowe nazwiska, które wzmocniły czołowe ekipy i jeden młody talent po przejściach. Wszyscy oni maja papiery aby stać się drugoligowymi „gwiazdami”. Czy uda im się to w nadchodzącej rundzie? Mamy taką nadzieję, ale i jednocześnie świadomość, że równie dobrze mogą to być ligowe rozczarowania. Bądźmy jednak dobrej myśli.

Maciej Gostomski (Bytovia Bytów)

Doświadczony, w optymalnym dla bramkarza wieku, a przede wszystkim swój chłopak z Kaszub. Ruch Bytovii wydaje się zewsząd logiczny i dobry zarówno dla klubu (spokój w bramce), jak i samego zawodnika (odbudować się). Gostomski nieźle zaprezentował się na jesieni 2018 roku w barwach Cracovii, aby potem zaginąć w norweskim FK Haugesund. Teraz, po 7 latach wraca do Bytowa i nie owija w bawełnę: „Klub podał mi rękę, a ja dam z siebie wszystko, żeby wrócić do pierwszej ligi”. 75 spotkań na poziomie Ekstraklasy i tytuł mistrzowski w barwach Lecha Poznań. Na drugą ligę powinno spokojnie wystarczyć, a może i na coś więcej?

Henrik Ojamaa (Widzew Łódź)

Było wiadomym, że Widzew będzie nadal wzmacniał kadrę zawodnikami „z nazwiskiem”. Co prawda Ojamaa wydaje się opcją ratunkowa przy kontuzjach Krystiana Nowaka i Przemysława Kity, ale każdy drugoligowiec wziąłby takiego zawodnika z pocałowaniem ręki. Doświadczony, ograny, nie wyeksploatowany pomocnik, który przynajmniej na polskich stadionach nigdy nie zszedł poniżej przyzwoitego poziomu. Inna sprawa, że nigdzie też nie zagrzał na dłużej miejsca i wydaje się być opcją na dziś, a nie na przyszłość.

Piotr Kurbiel (GKS Katowice)

Trener Rafał Górak ma nosa do zawodników, ale w przypadku Kurbiela wystarczyłoby średnie rozeznanie w drugoligowej rzeczywistości. Jesienią siedem goli w lidze oraz dwa trafienia w Pucharze Polski przeciwko Sandecji i Stali Mielec. W CV trzy mecze na poziomie Ekstraklasy, 24 lata i doświadczenie na drugoligowych boiskach. Taki zawodnik z pewnością przyda się w Katowicach podczas wiosennej batalii o awans. Czy będzie on kimś więcej niż uzupełnieniem składu? Trudno powiedzieć, ale wraz z Dawidem Rogalskim może stworzyć ciekawy duet, który postraszy niejedną drugoligową defensywę.

Bartłomiej Kalinkowski (Górnik Łęczna)

Nieco ponad dwa miesiące temu rozegrał 66 minut w barwach ŁKS. W całej rundzie jesiennej zaliczył 13 ekstraklasowych spotkań, aż tu nagle znalazł się w drugoligowych realiach. To musi zastanawiać. Z drugiej strony ewidentnie najwyższa klasa rozgrywkowa to obecnie za wysokie progi dla Kalinkowskiego. Niektórzy kibice zarzucali mu brak 100% zaangażowania w treningi, jednak wszyscy zgodnie podkreślają, że coś ten chłopak w sobie ma. Ma na pewno wiele do udowodnienia, a Łęczna wydaje się być miejscem do tego idealnym. Jeśli uda mu się przebić do pierwszego składu i odzyskać luz i pewność w grze, to Górnik może mieć z niego sporo pociechy.

Maksymilian Hebel (Resovia)

Chyba najciekawszy zimowy transfer. Najlepszy strzelec Gryfa Wejherowo, ograny także w pierwszej lidze i jak na polskie warunki, w miarę młody. Do tego trzeba pamiętać, że to nominalny pomocnik. Będzie miał idealne warunki, aby pokazać pełnie swoich możliwości w towarzystwie Serhija Krykuna i Daniela Świderskiego. Przeciwnicy nie będą mu już poświęcać tyle uwagi co w Wejherowie, dzięki czemu o gole i asysty powinno być łatwiej. Wszystko więc gra „na papierze” przy tym transferze. Jednak tylko od samego zawodnika zależy, czy teoria będzie mieć przełożenie na praktykę. A w Rzeszowie presja zaczyna być spora.

Mateusz Hudzik (Stal Stalowa Wola)

Ten 19-latek urodzony w Oświęcimiu trzy lata temu kręcił się wokół Kadry U-16. Następnie wyjechał do Werony, gdzie nawet trenował z pierwszym zespołem Hellas. Potem jednak spuścił z tonu i latem ubiegłego roku starał się o angaż w Miedzi Legnica. Ostatecznie znalazł się w kadrze włoskiego czwartoligowca Monterosi FC. Hudzik dostał więc w Stalowej Woli szansę, aby wreszcie wskoczyć do seniorskiej piłki i tylko od niego zależy jak ją wykorzysta. Warunki fizyczne ma, trenera, który nie boi się stawiać na młodych także. Nic tylko grać, ale chyba nie od pierwszego spotkania, bo dołączył do zespołu dosyć późno. Oby udowodnił, że ma potencjał, a nie grał tylko za status młodzieżowca.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *