2 byłem: Hutnik Kraków – Skra Częstochowa

Last modified date

Kibice w Nowej Hucie czekali na ten dzień. Ich zespół wrócił na Ptaszyckiego, gdzie powinno być łatwiej o punkty. Punkty były, ale nie było kibiców.

Można powiedzieć, że już przed meczem Hutnik prowadził 1:0. Przynajmniej jeśli chodzi o dobry PR. Otóż dział marketingu rozesłał do pozostałych klubów i przygotował dla dziennikarzy efektowne pudełko, z nie mniej interesującymi, klubowymi breloczkami. Całkiem miła niespodzianka nie tylko na drugoligowym poziomie. W pierwszych minutach wiele więcej działo się na trybunie, gdzie fotoreporterzy przyzwyczajali się do pracy w okolicznościach epidemiologicznych. Na murawie bowiem mogli znaleźć się jedynie ci, z aktualnym, negatywnym testem. Nieliczni pracownicy ochrony musieli zatrzymywać kolejnych dziennikarzy z aparatami, którzy usiłowali sforsować bramę na boisko.

Sam obiekt niewiele się zmienił od czasu wizyty zespołu z księstwa Monaco w 1996 roku. Co prawda postawiono nowe trybuny (przed poprzednimi) poprawiając nieco widoczność kibiców, ale jak to dosadnie określili goście z Częstochowy, jest to tylko pudrowanie trupa. Sam mecz, jak na drugoligowe warunki był dosyć ciekawy i przebiegał w żwawym tempie. W pierwszej połowie trzy stuprocentowe sytuacje zmarnowali zawodnicy gości. Chyba nie służyło im nowohuckie powietrze, bo pudłowali niesamowicie. W drugiej połowie skutecznością popisali się gospodarze. Po raz kolejny jednak okazało się też, że 2:0 to może być bardzo niebezpieczny wynik. Jeden błąd w polu karnym i zrobiła się nerwowa końcówka.

Najwięcej kosztowała ona chyba prezesa klubu ze Suchych Stawów, bowiem od stanu 2:1 do 3:1 przemierzało on przestrzeń przed trybuną prasową, nerwowo patrząc na to, co wyrabiają na boisku jego zawodnicy. Ci postanowili jednak oszczędzić jego serce, zdobywając bramkę na 3:1. Pod koniec meczu niebo znacznie się zachmurzyło i zrobiło się dosyć chłodno. Mimo tego licznie zgromadzona grupa kibiców Hutnika dopingowała swój zespół zza ogrodzenia.

Wizyta na stadionie przy Ptaszyckiego pokazała, że w Nowej Hucie jest klimat i atmosfera do futbolu. Po raz kolejny okazuje się też, że na tym poziomie rozgrywkowym istnieje spora grupa ludzi, którym zależy na piłce nożnej. Nie ma tu wielkich pieniędzy, ale są chęci pasja i miłość do klubu. I za to drugą ligę można pokochać.

Share