Minutki 24. kolejki

Last modified date

DrugaLiga.pl 0329

Jak to w życiu bywa, miniona kolejka była dla niektórych szczęśliwa, a dla niektórych nieszczęśliwa. Po niedzieli ścisk na górze i w dole tabeli jest niesamowity. To zwiastuje, że podobnie jak w ubiegłym sezonie, do ostatniej kolejki będą się ważyły losy poszczególnych drużyn.

Z kronikarskiego obowiązku przypomnijmy tylko, że nie odbył się mecz Garbarni z Motorem Lublin. Podopieczni Marka Saganowskiego wrócili już do treningów i miejmy nadzieję, że szybko wrócą także do pełni sił. A propos sił, to chyba jakieś wiosenne przesilenie dopadło graczy Wigry Suwałki. Wyprawa do Wrocławia, na Oporowską zakończyła się fatalną przegraną z rezerwami Śląska 0:3 i zespół, który był rewelacją jesieni, przeskoczyła już częstochowska Skra.

Dobrze za to nadal poczyna sobie Chojniczanka Chojnice, która dosyć gładko wygrała 2:0 w Stargardzie. Błękitni nadal nie przekonywują w tej rundzie, a do tego w tygodniu ogłoszono, że nowy-stary trener Adam Topolski zaraził się koronawirusem, pomimo szczepienia. Czyli ogólnie nie jest za różowo. Pozytywnie na porażkę z GKS zareagował Górnik Polkowice. W meczu z rezerwami Lecha szybko do roboty wziął się Mateusz Piątkowski i w zasadzie w pierwszych 10 minutach wyjaśnił losy tego meczu. Tutaj powiedzenie, że 2:0 to niebezpieczny wynik nie miało prawa bytu. Dwa kolejne trafienia po przerwie poprawiły z pewnością nastrój Janusza Niedźwiedzia.

Walkę o utrzymanie zaczęły na poważnie ekipy Hutnika Kraków i Znicza Pruszków. Pierwsi pokonali Olimpię w Grudziądzu i wygramolili się wreszcie ze strefy spadkowej. Nawet nam się nie chce sprawdzać, jak długo w niej byli, ale chyba dosyć długo. W Grudziądzu wiedzą jak sobie zrobić pod górkę. W tygodniu poprzedzającym mecz Prezydent Miasta ogłosił poszukiwania nowego inwestora dla zadłużonego klubu. W obecnej sytuacji ekonomicznej ciężko oczekiwać, że do gabinetu Tomasza Arsenkiego będą walić biznesmeni drzwiami i oknami. Sytuacja więc jest taka, że zawodnikom raczej trudno było skupić się na meczu, a część z nich raczej przewiduje, że w Grudziądzu w przyszłym sezonie może ich już nie być.

Znicz tymczasem pokazał, że za wcześnie spisywać ich na straty. Zwycięstwo 2:1 nad Sokołem było o tyle cenniejsze, że już w 5. minucie gracze Piotra Jacka przegrywali 0:1. Tym samym seria bodajże 9 spotkań bez porażki wreszcie się zakończyła. Co prawda nadal Pruszkowianie są czerwona latarnią ligi, ale do bezpiecznego miejsca tylko dwa punkciki straty. Tuż nad Zniczem ulokowała się Olimpia Elbląg, która w meczu ze Stalą Rzeszów prezentowała się przyzwoicie, a potem czerwona kartkę obejrzał Patryk Burzyński. W efekcie wygrana gości 3:1, która wywindowała ekipę z Podkarpacia tuż pod miejsce barażowe.

W niedzielę mieliśmy dwa starcia. Skra Częstochowa liczyła na podtrzymanie zwycięskiej serii na wiosnę, ale po meczu z Bytovią Bytów może cieszyć się jedynie z tego, że jeszcze w lidze w 2021 nie została pokonana. Bezbramkowy remis 0:0 nie krzywdzi jednak żadnej ze stron. Na koniec zaś do Siedlec przyjechał rozpędzony GKS. Gracze Rafała Góraka z każdą minutą rozkręcali się coraz bardziej, a po 45 minutach oglądaliśmy już prawdziwy katowicki walec. Widać było, że sztab szkoleniowy gości dosyć dokładnie prześwietlił grę Pogoni i wyłuskał jej słabsze strony. GKS zaprezentował też nowy wariant słynnej szarańczy przy stałych fragmentach gry, która komentatorzy nazwali pociągiem. W drugiej odsłonie gospodarze nieco zwarli szyki i raźniej wzięli się do roboty. Jednak kontaktowe trafienie Miłosza Przybeckiego to było za mało, aby myśleć choćby o remisie z liderem.

Share