Minutki po 29. kolejce

Last modified date

DrugaLiga.pl Hutnik Garbarnia 000001

W piątek pisaliśmy o dwóch interesujących spotkaniach otwierających kolejkę. W sobotę i niedzielę było jeszcze ciekawiej i powoli czuć, że sezon wkracza w decydujący moment. Katowice i Polkowice w podobnych okolicznościach zdobyły komplet punktów, a w dwóch Olimpiach i w Lechu powinni już głośno bić na alarm.

Górnik Polkowice – Olimpia Elbląg 2:1

Teoretycznie faworytem w tym spotkaniu byli gospodarze i faktycznie, to oni głównie prowadzili grę. Robili to jednak na tyle niemrawo, że nie tylko bramki przez długi czas nie strzelili, ale też i stracili. W 64. minucie, po rzucie autowym goście wykorzystali niezdecydowanie obrony i szybki kontratak zakończył się golem Marcina Bawolika. Odpowiedź lidera nadeszła w 72. minucie. Dobre, prostopadłe podanie zakończyło się strzałem w Andrzeja Witana. Golkiper obronił instynktownie, ale futbolówka trafiła pod nogi Eryka Sobkowa. Ten oddał jakiś taki, delikatny strzał i mimo asysty dwóch obrońców piła wturlała się do siatki. W 83. minucie znowu Witan odbija strzał i znowu dobitka. Tym razem bramkę na wagę trzech punktów zdobył Kamil Wacławczyk. Tym samym Górnik utrzymał fotel lidera, a Olimpia utknęła w strefie spadkowej.

Hutnik Kraków – Garbarnia Kraków 2:0

W pierwszej połowie nie obejrzeliśmy za dużo pięknych akcji i strzałów. Jak to w derbach, było sporo walki i ambicji. Gospodarze chcieli wygrać, aby dołączyć do środka tabeli. Garbarnia po ostatnich, dobrych meczach, myślała o barażach. To chyba trochę sparaliżowało oba zespoły. W drugiej części, po potrójnej zmianie jakiej dokonał Szymon Szydełko, coś zaczęło się dziać. Najpierw rzut karny wykorzystał Łukasz Kędziora, a w kilka minut później piłkę na 11. metrze ustawił, skuteczny ostatnio, Michał Fidziukiewicz. Jednak jego intencje odczytał Arkadiusz Leszczyński, broniąc tym samym drugi rzut karny w drugim kolejnym meczu. Goście mieli jeszcze swoje szanse, ale marzenia o choćby jednym punkcie odebrał im w 87. minucie Tomasz Wojcinowicz uderzeniem z główki, po rzucie wolnym. Mecz oglądała zgromadzona za zegarem grupka kibiców, która do końca dopingowała swój zespół. Dlaczego nie mogli zasiąść wygodnie na trybunach, tego nie zrozumiemy nigdy.

Pogoń Siedlce – Znicz Pruszków 2:0

Wyżej w tabeli byli gospodarze, ale to zespół Znicza miał ostatnio świetną passę czterech kolejnych zwycięstw. Zdecydowanie lepiej rozpoczęli jednak zawodnicy Pogoni. W 12. minucie, zza pola karnego w słupek huknął Oskar Repka, a odbitą piłkę do siatki skierował Ishmael Baidoo. Repka do asysty dołożył 10 minut później gola. Jednak jak mawia klasyk, 2:0 to bardzo niebezpieczny wynik i tak było i tym razem. Prowadzenie chyba uspokoiło graczy Bartosza Tarachulskiego, a to wykorzystali w końcówce gracze Znicza. W 83. minucie rzut karny na bramkę zamienił Maciej Firlej, a po sześciu minutach Maciej Wichtowski doprowadził do remisu. Tym samym Znicz, jak i wspomniany wcześniej Hutnik, coraz bardziej przybliżył się do utrzymania.

Sokół Ostróda – Śląsk II Wrocław 4:1

Dużo mówi się ostatnio o grze obronnej Stal Rzeszów, jednak i rezerwy Śląska nie mają dobrej passy w defensywie. Przed sobotnim meczem w dwóch spotkaniach stracili aż 10 goli, a w Ostródzie nie było lepiej. Tyle, że w sobotę goście byli sami sobie nieco winni, bo już w 5. minucie popełnili faul w polu karnym. Kilkanaście minut później seria błędów zaowocowała mierzonym, celnym strzałem tuż przy długim słupku Wojciecha Kalinowskiego. W 30. minucie niedokładność tym razem u gospodarzy zaowocowała rzutem karnym dla zawodników Śląska. Jednak kontaktowe trafienie Sebastiana Bergiela nie przybliżyło ich choćby do remisu. Jeszcze przed przerwą Wolny, pomimo asysty trzech obrońców, sobie znanym tylko sposobem posłał futbolówkę do siatki. Goście do końca naciskali, ale w efekcie nadziali się na kontrę w 90. minucie. Karol Turek pocelował po dalszym słupku i podsumował okazałe zwycięstwo gospodarzy.

Bytovia Bytów – Motor Lublin 0:1

Uprzedzając nieco fakty, Bytovia zanotowała piątą kolejną porażkę i niebezpiecznie dryfuje w dolne rejony tabeli. , po sześciu meczach bez zwycięstwa, wreszcie wymęczył trzy oczka. Nie było to jednak wielkie widowisko. Sporo niedokładności, rwane akcje. Widać było, że zawodnicy obu drużyn są nieco przytłoczeni ostatnimi wynikami. Jedyna bramka padła w 71. minucie, gdy aktywny Rafał Grodzicki zagrał na skrzydło do Filipa Wójcika. Ten znalazł w polu karnym Pawła Moskwika, który nie zmarnował okazji. Być może to zwycięstwo powoli podopiecznym Marka Saganowskiego przewietrzyć nieco głowy i zaczną wreszcie grać tak jak tego oczekują od nich kibice.

GKS Katowice – Skra Częstochowa 2:1

W sobotni wieczór przy Bukowej obejrzeliśmy całkiem żwawe zawody. Goście nie schowali się za podwójną gardą, ale też nie poszli na wymianę ciosów. Grali swoje, co zaowocowało golem Titasa Milašiusa, który wykorzystał niezdecydowanie w szeregach obronnych GKS. Gdy w 61. minucie do rzutu karnego podchodził Karol Noiszewski, można było pomyśleć, że gospodarze są w wielkich tarapatach. Jednak był to początek tarapatów, ale dla gości. Na wysokości zadania stanął bowiem Bartosz Mrozek, broniąc strzał przeciwnika. Seria zmian Rafała Góraka zmobilizowała zespół z Katowic do ataków. Swoje dołożył też Radosław Gołębiowski, który w 80. minucie obejrzał drugi żółty kartonik. A potem: pach, pach i wspomnienie o dobrej grze Skry uleciało bezpowrotnie. Za to gospodarze mogli otrzymać brawa za walkę i wiarę do końca.

Lech II Poznań – Błękitni Stargard 1:1

Kolejkę kończyło spotkanie we Wronkach. W blasku wiosennego słońca zawodnicy obu drużyn poruszali się dosyć żwawo, jednak nie oglądaliśmy zbyt dużo sytuacji podbramkowych. W drugiej części było już nieco lepiej. W 52. minucie goście wyłuskali piłkę spod nóg Filipa Marchwińskiego. Futbolówka momentalnie powędrowała do Mateusza Bochnaka, który nie zmarnował sytuacji sam na sam. Lechici rzucili się do ataków, czując powoli nóż na swoim gardle. Po jednym z nich, z prawego skrzydła dośrodkował Łukasz Szramowski. Między ręce bramkarza uderzył głową Filip Szymczak i pojedynek zakończył się chyba sprawiedliwym remisem. Remisem, który absolutnie nie cieszy żadnej z drużyn.

Share