Minutki z 32. kolejki – sobota

Druga liga. Tu wszystko się może zdarzyć. W ubiegłym sezonie mieliśmy tabele spłaszczoną jak naleśnik. Teraz znowu istny kogiel mogiel. Kilka zespołów łapie zadyszkę, kilka wiatr w żagle i robi się przemeblowanie. Do tego drugoligowcy chyba upodobali sobie decydujące gole po 90. minucie.

Śląsk II Wrocław – Lech II Poznań 0:1

Kolejka zaczęła się spokojnie, a w meczu dwóch akademii dowódcy byli całkiem ekstraklasowi. Z jednej strony Piotr Celeban, z drugiej Siergiej Kriwiec. Lepiej zaprezentował się ten drugi, bo nie dość, że Poznaniacy wrócili do domu z trzema punktami to jeszcze zdobył jedyną w tym meczu bramkę, po podaniu Jakuba Karbownika. Tym samym Kolejorz zakończył serie pięciu spotkań bez zwycięstwa. Najwyższy był na to czas, bo punkty zaczęli tez zdobywać już sąsiedzi w tabeli.

Bytovia Bytów – Stal Rzeszów 0:2

Gospodarze w zasadzie zamurowali środek boiska, chcąc zneutralizować ofensywne poczynania przeciwnika. To się w dużej mierze udało, bo do przerwy to Bytovia miała więcej z gry i Stal tylko Gerardowi Bieszczadowi zawdzięcza, że nie schodziła na przerwę przegrywając 0:1. W 48. minucie na strzał z okolic linii pola karnego zdecydował się Wojciech Reiman i podskakująca na mokrej murawie piłka zaskoczyła golkipera Czarnych Wilków. Zawodnicy Bytovii rzucili się do ataku, ale jedynym efektem tego było nadzianie się na kontrę gości w końcówce meczu. Wyjście trzech na jednego z bramkarzem skończyło się wykonaniem wyroku przez Dawida Olejarkę. Tą bramką w zasadzie zakończył prace Kamila Sochy w Bytowie, gdyż szkoleniowiec podał się po meczu do dyspozycji zarządu. Sytuacja w tabeli dla gospodarzy robi się bowiem dramatyczna i zespół niebezpiecznie pikuje w kierunku strefy spadkowej.

Błękitni Stargard – Olimpia Grudziądz 2:3

To był mecz z kategorii „nóż na gardle”, „o sześć punktów”. Od pierwszej minuty nikt tu nie zamierzał brać jeńców bo wiadomo było, że liczą się tylko zwycięstwo. Wynik otworzył w 31. minucie Dawid Niedojad, ale z prowadzenia gospodarze cieszyli się zaledwie cztery minuty, bo na strzał z dystansu zdecydował się Bartosz Widejko. Po przerwie lepiej w mecz weszli Błękitni, bo piłkę do siatki w 52. minucie posłał Michał Cywiński. Zbigniew Smółka próbował reagować na wydarzenia na boisku i przeprowadzał kolejne zmiany. Kto oglądał ten mecz w aplikacji Ewiner, ten mógł zobaczyć w 86. minucie stawkę na zwycięstwo gości gdzieś w okolicach 100:1. Gdyby wtedy wiedzieć, co się potem nastąpiło… Najpierw do wyrównania doprowadził Szymon Jarosz, a gdy już wszyscy pogodzili się z remisem, kontrę gości przerwał nieprzepisowo Aleksander Theus. Obejrzał za to drugi żółty kartonik, a potem karę zespołową dołożył Mikołaj Gabor. Zawodnik Olimpii podszedł bowiem do piłki i mierzonym strzałem bezpośrednio z rzutu wolnego sprawił, że ławka gości dosłownie eksplodowała.

Garbarnia Kraków – Górnik Polkowice 2:2

Brązowi to strasznie niewygodny przeciwnik, zwłaszcza dla ligowych potentatów. Na Ludwinowie poległa już Chojniczanka i GKS Katowice. Lider mógł więc szykować się na ciężką przeprawę – i tak rzeczywiście było. W 12. minucie w polu karnym gości faulowany był Jakub Kowalski i po chwili wynik meczu otworzył z 11 metrów Grzegorz Marszalik. To mocno podrażniło gości, którzy nieco się otworzyli, a po przerwie w zasadzie ruszyli odważnie do ataku. Na efekty długo nie trzeba było czekać. W 56. minucie gracze lidera byli już na prowadzeniu i wydawało się, że Garca jest w nie lada opałach. Potwierdziło się to w 82. minucie, gdy drugą żółta kartkę obejrzał Marek Masiuda. W końcówce zaś gospodarze grali w 9, gdyż kontuzji doznał Nakrošius. Jednak jak się okazało – im gorzej, tym lepiej. W ostatnich minutach meczu ponownie przewinienie we własnym polu karnym popełnili goście i Michał Fidziukiewicz pozbawił ich dwóch punktów celnym uderzeniem z wapna.

Wigry Suwałki – Hutnik Kraków 0:1

W tym meczu zadebiutował w barwach Hutnika młody Mateusz Gajda i chyba na długo ten występ zapamięta. W pierwszej połowie w zasadzie nie działo się za wiele, a do 85. minuty spotkanie nie porywało. Kilka razy wykazać się mógł umiejętnościami Arkadiusz Leszczyński, kilka razy groźnie odgryzali się goście. Ataki gospodarzy straciły nieco na impecie, gdy w 54. minucie drugą żółtą kartkę obejrzał Martin Dobrotka. Do siatki trafił wreszcie na kilka minut przed końcem Patryk Mularczyk, sędzia jednak dopatrzył się pozycji spalonej. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów, lewym skrzydłem urwał się Kamil Sobala i posłał piłkę do Filipa Handzlika. Ten poprzepychał się i upadając równocześnie kopnął piłkę z Wojciechem Kamińskim. Futbolówka nabierając dziwnej rotacji wpadła za kołnierz wysuniętego Hieronima Zocha. Podopieczni Szymona Szydełko zabierają więc na Suche Stawy bezcenne trzy punkty, które przybliżają ich do upragnionego utrzymania. Wigry zaś straciły świetną okazję, aby odrobić punkty do Górnika i GKS.

Skra Częstochowa – Pogoń Siedlce 2:2

Gospodarze bardzo, ale to bardzo chcieli przerwać serię siedmiu spotkań bez zwycięstwa. To im się nie udało, ale chyba mogą być zadowoleni z remisu, który uratowali w ostatniej sekundzie meczu. Najpierw jednak mieliśmy gola z rzutu wolnego Krzysztofa Danielewicza. Rozsierdził on bardzo gospodarzy, którzy sygnalizowali sędziemu, że przewinienia w ogóle nie było. Swój gniew wyładowali sześć minut później, gdy błąd golkipera gości z zimną krwią wykorzystał Kamil Wojtyra. A to, że piłka nożna to ponoć jest gra błędów potwierdził Maciej Górski przejmując piłkę przed polem karnym gospodarzy i posyłając ją między słupki. No a potem było zamieszanie w polu karnym Pogoni i wspomniany gol w ostatnich sekundach. Czy remis jest w tym spotkaniu wynikiem sprawiedliwym? Bartosz Tarachulski nie wyglądał na zadowolonego na pomeczowej konferencji i chyba coś w tym jest.

KKS Kalisz – GKS Katowice 2:1

Goście znali przed meczem wynik z Krakowa oraz Suwałk i być może to ich nieco zdemobilizowało. Trudno jednak znaleźć drugi taki zespół w tym i zeszłym sezonie, który z jednej strony tak chciałby awansować, z drugiej tak nie potrafiłby wykorzystać potknięć rywali. Zawodnicy Rafała Góraka wyłożyli się bowiem w Kaliszu i po meczu zamknęli się we własnej szatni piorąc brudy. Gospodarze zaś mogą być zadowoleni, zwłaszcza po akcji poprzedzającej gola na 1:0. Było wycofanie piętką z linii końcowej, była ostra centra w pole karne nieśmiertelnego Marcina Radzewicza i uderzenie po długim słupku Bartłomieja Putno. – Wspaniała akcja – ocenił w swoim stylu komentujący ten mecz Andrzej Strejlau. Na odpowiedź GKS trzeba było czekać do 60 minuty. Na drugą stronę pola karnego zagrał Krystian Sanocki, a po długim słupku nie do obrony przymierzył Arkadiusz Woźniak. – Spokojnie, spokojnie – pokazywał przy linii bocznej Rafał Górak, ale jego zawodnicy wcale go nie słuchali. W 87. minucie wrzutkę w pole karne zakończył silnym strzałem głową Tomasz Hołota i gospodarze mogą nadal myśleć o barażach.

Motor Lublin – Sokół Ostróda 4:1

Zdeterminowani gospodarze od pierwszych minut rzucili się do ataku, ale już w 10. minucie nadziali się na kontrę, po której mieliśmy rzut rożny dla gości i celną główkę Wojciecha Mazurowskiego. To jednak nie ostudziło zapędów podopiecznych Marka Saganowskiego i 10 minut później do remisu doprowadził Rafał Król. O wiele więcej działo się po przerwie, a dokładnie między 52. a 65. minutą, kiedy to zawodnicy Motoru trzykrotnie posyłali futbolówkę do siatki. Najpierw Paweł Moskwik przymierzył z dystansu, po chwili piętka uderzył Krzysztof Ropski, a ostatecznie przeciwnika dobił Filip Wójcik wykorzystując niefrasobliwość obrońców Sokoła. Czy po tym zwycięstwie gospodarze mogą jeszcze marzyc o barażach?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *