Marek Gołębiewski: Prezent na urodziny

Last modified date

Wczorajszą informacją dnia było z pewnością zakończenie współpracy Skry Częstochowa z trenerem Markiem Gołębiewskim. Chyba każdy, kto nieco interesuje się drugą ligą był mocno zdziwiony, bo ekipa z Lorety wykręcała w tym sezonie bardzo dobre wyniki, nawet jeśli ostatnio wiodło jej się gorzej. Zadzwoniliśmy więc do byłego już trenera Skry.

Oficjalna strona Klubu opublikowała wczoraj dosyć ogólna informację o zakończeniu współpracy z Panem. Możemy wiedzieć coś więcej?

  • W oświadczeniu wszystko się zgadza. Spotkałem się wczoraj z prezesem Szymczykiem, który zaproponował mi rozwiązanie kontraktu za porozumieniem stron, do czego odniosłem się przychylnie. Postawiono przede mną cel: utrzymać drużynę i wygrać klasyfikację Pro Junior System. Uważam, że swoje zadanie wykonałem. W Pro Junior jesteśmy liderem, nie licząc rezerw Śląska i Lecha (w klasyfikacji nie są uwzględniane zespoły rezerw – przyp. Red.), utrzymanie osiągnęliśmy na 10 kolejek przed końcem. Uznano, że moja praca dobiegła końca. Konkretnego uzasadnienia nie otrzymałem, więc o szczegóły trzeba pytać Prezesa.

Większość komentarzy, jakie wczoraj widzieliśmy brzmiały mniej więcej tak, że padł Pan ofiarą własnego sukcesu.

  • Coś może w tym być. Nawet gdy byłem gościem Polsatu Sport wspominano podobną historię Szymka Grabowskiego. Może rzeczywiście to wszystko było za szybko? Ja jestem jednak zadaniowcem i robiłem swoje.

Mieliście bardzo udaną jesień, z kilkoma nowinkami taktycznymi i mniej udaną wiosnę…

  • Początek wiosny mieliśmy bardzo dobry.

Ok, to mniej udane ostatnie mecze. Co o tym decydowało? Kontuzje, czy może przeciwnicy rozszyfrowali styl gry Skry?

  • Głowna przyczyną były kontuzje, przez które wypadło dwóch, czy nawet trzech najlepszych zawodników. W zespole miałem 11 młodzieżowców, 5 czy 6 z nich grało w każdym meczu. Nasza kadra była krótka i niedoświadczona. Jednak sytuacja w tabeli pozwalała nam na ryzyko popełniania błędów. Problem był tylko w potencjale ilościowym, bo jakość w zawodnikach była.

Po grze Skry było widać, że ma Pan swoją filozofię futbolu, podobną do trenera Wojciecha Stawowego, czyli granie piłką. Nie było gdzieś takiego pomysłu, żeby spróbować grać cofniętym zespołem i liczyć na kontry?

  • Od razu powiem, że nie. Jak mam ginąć to wolę zginąć jakiś. Może przez to gubiliśmy punkty, ale taka jest moja filozofia gry. Być może następnym razem będę uważniejszy, będę tworzył zespół z takich zawodników, jakich ja chcę, a nie jakich zastanę. Ale jeszcze raz podkreślę, zawodników w Skrze miałem bardzo dobrych, natomiast kadra była wąska.

Cała sytuacja jest świeża, ale ma Pan już jakieś plany na przyszłość?

  • Pracowałem non stop przez ostatnie 10 lat. Teraz chce odpocząć, mieć czas dla rodziny, pewnie do końca czerwca. Kilka telefonów wczoraj było. Dziś mam urodziny i taki prezent dostałem. Mój syn ma egzamin ósmoklasisty, więc będę go wspierał. Potem jednak chciałbym do piłki wrócić.

Fot: Skra Częstochowa

Share