Pograne w 23. kolejce – sobota

Pogoda dopisała, bramki padały w dosyć sporych ilościach, ale po sobocie wydaje się, że znamy już co najmniej trzech, jeśli nie czterech spadkowiczów. Pozostanie się chyba ekscytować tym, co w szczycie tabeli.

Śląsk II WrocławGarbarnia Kraków 0:4 (0:1)

Nie od dziś wiadomo, że jak się na Brązowych wyjdzie wysokim pressingiem, to się lubią pogubić. Tak też pomyśleli we Wrocławiu i tak zaczęli od początku. Stworzyli kilka groźnych sytuacji, trafili nawet w poprzeczkę, ale to goście schodzili na przerwę z prowadzeniem. Gracze Garbarni odważniej ruszyli na początku drugiej części i w efekcie drugiego gola, także z karnego zdobył Michał Klec. Miejscowi próbowali odmienić jeszcze losy tego meczu, ale nadziali się na jeszcze dwa ciosy przyjezdnych i całe spotkanie zakończyło się dosyć nieoczekiwanym zwycięstwem Krakowian 4:0. Mieliśmy więc cudowne odmienienie Garbarni, która wreszcie zagrała skutecznie.

Hutnik KrakówLech II Poznań 1:2 (0:1)

Jeszcze się za dobrze nie zaczęło, a Poznaniacy już prowadzili. Rzut rożny sfinalizował, przy biernej postawie obrońców, Maksymilian Pingot i pętla na szyi gospodarzy zaczęła się zaciskać. Goście chcieli iść za ciosem i raz po raz atakowali bramkę Arkadiusza Leszczyńskiego. Piłkarze Hutnika jako tako opanowali sytuację po przerwie, czego efektem był rzut karny wykorzystany przez Dominika Zawadzkiego. To na odmianę pobudziło graczy Kolejorza, którzy wrócili na prowadzenie po karnym Klupsia. – Jesteśmy lepsi – słychać było jeszcze motywujące pokrzykiwanie ze strony ławki gospodarzy, ale niestety lepsi tego popołudnia byli jednak goście. Na Suchych Stawach powoli gaśnie więc drugoligowe światło i czas na wyciągnięcie wniosków z tego, ale i z poprzedniego sezonu.

Motor LublinOlimpia Elbląg 1:0 (0:0)

Gospodarze rozegrali to spotkanie w nieco bardziej widowiskowy sposób niż dwa poprzednie. Jednak styl nie przełożył się na ilość goli. Tak naprawdę to mogło skończyć się bezbramkowym remisem. W końcówce jednak szczęście uśmiechnęło się do graczy Marka Saganowskiego. Po dośrodkowaniu z prawej strony w poprzeczkę trafił Adam Ryczkowski. Odbitą piłkę poprawił Damian Sędzikowski. Nad lecącą futbolówką podskoczył przytomnie Michał Fidziukiewicz i po chwili stadion w Lublinie eksplodował. Styl więc się powoli poprawia, baraże stają się bardziej realne – ale nad skutecznością i jakością gry to Motor jeszcze musi popracować.

Ruch ChorzówPogoń Grodzisk Mazowiecki 4:1 (1:1)

Przy Cichej kibice jeszcze dobrze nie rozsiedli się na niebieskich krzesełkach, gdy po akcji środkiem goście objęli prowadzenie. Gospodarze nie mogli złapać po tym ciosie własnego tempa gry przez kolejne pół godziny. Wreszcie, tuż przed przerwą, odbitą od poprzeczki piłkę do siatki skierował Michał Mokrzycki. Po przerwie gracze Ruchu poszli za ciosem i wkrótce gapiostwo obrońców wykorzystał Łukasz Janoszka. Z gości zupełnie uszło powietrze, co skwapliwie chcieli wykorzystać gospodarze. Gdyby mieli nieco lepiej ustawione celowniki, mógł być pogrom. A tak skończyło się na „skromnym” 4:1.

Fot: Obserwator Sportowy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *