Pograne 23. kolejka – niedziela

Powiedzieć, że w niedziele było ciekawie – to nic nie powiedzieć. W zasadzie co mecz to większe emocję, a spotkania Stali Rzeszów nie powstydziłby się Alfred Hitchcock. Współczujemy z jednej strony Kibicom z Hetmańskiej, bo ostatnie ich występy nie są dla widzów o słabych nerwach. Z drugiej strony – no świetnie się to ogląda!

Znicz PruszkówChojniczanka Chojnice 0:1 (0:1)

Przyjechali, zobaczyli i strzelili. Taki typowy mecz walki. Zrobili swoje, choć gospodarze, zwłaszcza na wiosnę to nie jest łatwa ekipa do ogrania. No ale od czego Tomasz Kafarski ma niezawodnego w 2022 Artura Pląskowskiego? Gracz z Chojnic sfinalizował ciekawie rozegrany rzut wolny uderzeniem z pola bramkowego i miejscowi nie byli w stanie już nic zrobić. Teraz wicelider może spokojnie celebrować swoją siódmą wygraną z rzędu i szykować się do arcyważnego spotkania z Ruchem Chorzów w następnej kolejce.

Radunia StężycaWigry Suwałki 1:3 (1:2)

Gospodarze rozegrali najlepsze spotkanie w tym roku i jest to niewątpliwie dobra wiadomość. Zła jest taka, że nie pozwoliło to choćby na wywalczenie punktu w tym meczu. Radunia po powiedzmy w miarę składnej akcji objęła prowadzenie już w 5. minucie. W 30. minucie zamiast groźnej sytuacji po rzucie rożnym gracze Sebastiana Letniowskiego nadziali się na szybka kontrę i był remis. do tego Wigry dołożyły jeszcze skutecznie wykonany rzut wolny i było po zawodach. Tuż przed końcem meczu miejscowi obrońcy jeszcze pogubili się po szarży Caetano lewym skrzydłem i trzecia porażka na wiosnę stała się faktem. Ponoć w gabinetach klubu znad Jeziora Raduńskiego zrobiła się gorąca atmosfera. Na szczęście za tydzień grają w Ostródzie. To znaczy, chyba na szczęście.

Stal RzeszówSokół Ostróda 3:2 (0:1)

Miało być szybko, lekko, łatwo i przyjemnie – a był thriller z happy endem. Goście objęli prowadzenie po akcji środkiem boiska, a wkrótce potem czerwoną kartkę obejrzał Łukasz Góra. Podopieczni Daniela Myśliwca są jednak w tym roku przyzwyczajenia do odrabiana strat (mecze z KKS i Wigrami) i kwadrans przed końcem było już 2:1. Gdy jednak w 84. minucie goście wyrównali, na obiekcie przy Hetmańskiej zrobiło się nerwowo. Od czego jednak Stal ma w swoich szeregach Piotra Głowackiego? Główka, tak jak dwa tygodnie wcześniej z Kaliszem, podszedł do piłki stojącej na 11 metrze i zapewnił liderowi trzy punkty. Nie było to jednak widowisko dla widzów o słabych nerwach.

Fot: Obserwator Sportowy

Share