Zamienił stryjek…

W tygodniu doszło do zmiany szkoleniowców w dwóch zespołach. Tej w Lublinie można się było teoretycznie spodziewać, natomiast ta w Polkowicach była mniej oczywista. Tylko czy obie mają sens?

Zacznijmy od tej drugiej. Szymon Szydełko przejmował Górnika jeszcze w pierwszej lidze, gdy trudno było uwierzyć, że zespół może się jeszcze utrzymać. Rzeczywiście – cudu nie było, ale i bez blamażu. Można wręcz powiedzieć, że gdyby był na stanowisku od początku sezonu, to szanse na utrzymanie byłyby zdecydowanie większe. Po spadku zespół zanotował świetną serię trzech kolejnych zwycięstw i jego podopieczni zasłużenie objęli fotel lidera. Potem jednak przyszła seria 4 porażek (i piątej w Pucharze Polski). Pracę kończył dwoma remisami, a zatem ostatnie zwycięstwo miało miejsce na koniec lipca. Trudno więc się dziwić, że włodarze postanowili od razu zareagować, mając w pamięci nieudany eksperyment z Pawłem Barylskim.

Wydaje się, że Szydełko stał się nieco ofiarą swojego „sukcesu”. Dobrym początkiem sezonu rozochocił apetyty i niektórzy myślami już byli przy awansie. Być może to podejście sprawiło, że zespół wpadł w dołek. Pytanie, czy te ambicje nie były na wyrost. Nie wiadomo do końca jakie cele postawiono przed byłym trenerem Hutnika, ale można zgadywać iż liczono co najmniej na strefę barażową. Do tego kibice narzekali nie tylko na wyniki, ale i na styl gry zespołu w ostatnich meczach. A raczej na jego brak. Na obronę Szydełki można napisać, iż przed sezonem stracił Mariusza Szuszkiewicza, Eryka Sobkowa czy Antoniego Kozubala. Można więc powiedzieć, że decyzja władz Górnika jakoś tam się broni, natomiast być może można było jeszcze poczekać.

Za to w Lublinie kibice od dawna nie chcieli już czekać, bo wyniki zespołu od początku były grubo poniżej oczekiwań. Gra może jeszcze nie była taka zła, natomiast punktów z tego nie było. Na zawodnikach i sztabie szkoleniowym ciążyło oczekiwanie awansu, tymczasem zespół zsuwał się w ligowej tabeli. Patrząc na to jakie nazwiska odeszły z Lublina i jakie przyszły, trzeba jasno sobie powiedzieć iż był to skład co najwyżej na środek tabeli. Przy odrobinie szczęścia (które też czasem nie dopisywało) może baraż. Do tego zatrudniono trenera może i z potencjałem, ale bez wielkiego doświadczenia. Sporo pytań na pierwszej jego konferencji dotyczyła właśnie tego tematu. Można więc powiedzieć, że został wsadzony na za wysokiego konia, a raczej może i kucyka i oczekiwano że wygra gonitwę.

Wraz z odejściem Stanisława Szpyrki poinformowano o zakończeniu współpracy Motoru z Browarami Lubelskimi. Tuż po tym, można było wysłuchać konferencji m. in Arkadiusza Onyszki, która generalnie rzecz ujmując uwydatniła, że w klubie jest lekki bałagan. Ponownie mówiono o stawianiu na młodzież, natomiast co do trenera – to były bramkarz nie wykluczał że tymczasowy szkoleniowiec Wojciech Stefański może zostać na dłużej. Czy nie ma więc gotowej alternatywy na awans tylko czeka kibiców kolejny eksperyment? No lekko trąci prowizorką. Poruszono też temat słynnej bomby transferowej, która ostatecznie okazała się niewypałem. Miał nią być Nestor Gordillo, czyli doświadczony 33 latek, który odbił się od zaplecza Ekstraklasy. Gracz jak na drugą ligę może i dobry, ale nie jawi się on jako bomba i to w zespole, który celuje w awans. Wydaje się więc, że w Lublinie nie wszystko wygląda jak powinno i nie była to do końca wina trenera Szpyrki.

Czas pokaże jak oba kluby wyjdą na tych zmianach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *